piątek, 4 kwietnia 2014

Яσʓ∂ʓιαł Ƥιɛяωƨʓʏ ♥♥

Oto Яσʓ∂ʓιαł Ƥιɛяωƨʓʏ ☺☺

----------------------------
----------------------------

*Oczami Tessy*
Siedziałam w firmie z tatą, mamą oraz Niną. Gdyby mojej przyjaciółki tam ze mną nie było, stałaby się zła rzecz. Znowu to samo, pomyślałam, po co ja tu jestem potrzebna? Minę miałam wściekłą i znudzoną. Chciałam się stamtąd jak najszybciej wynieść.
- Tak, ale dlaczego akurat teraz jest mu to potrzebne? - zapytała moja mama tatę.
- Mnie nie pytaj. To ty tu kierujesz firmą. - odpowiedział, drapiąc się po głowie.
- Twoją firmą. - mama zaczynała być lekko wkurzona na niego.
- Za co oni się tak kłócą? - spytała mnie po cichu Nina, po czym poprawiła włosy, zakładając je za ucho.
- Nie wiem. - udzieliłam odpowiedzi.
- Aha. A o co w tym wszystkim tak właściwie chodzi? - wstałyśmy z krzesełek i oddaliłyśmy się troszkę od biurka, które stało przy samym, wielkim oknie.
- No więc, jak dobrze wiesz, mój tata jest "spadkobiercą" rodzinnej fortuny i tych wszystkich budynków. - podkreśliłam wyraźnie słowo "wszystkich". - A mama była jego sekretarką, potem stała się jego dziewczyną i tak do żony.
- Nie pytam się o związki, tylko o firmę. O co chodzi z tym?
- Mój dziadek założył ją z niewiadomych przyczyn. Po jego wypadku, tata, czyli słynny Tony Stark, w wieku 21 lat przejął kontrolę nad nią. No więc, tata wprowadził kilka zmian.
- Możesz jaśniej? - zniecierpliwiła się trochę.
- Jasne. - odpowiedziałam pozytywnie - Zmiany wyglądały tak, że pozbył się jednego budynku, po jego wybuchu. Wiesz, była walka na dachu. Tak jak powiedział to publicznie, nie produkuje się w tych zakładach amunicji i broni do wojska. Kilka miesięcy temu, tata skonstruował tak jakby zbroję, ale współczesną. Jak się pospieszymy, to może ją nawet zobaczysz.
- Aha. Mogłaś tak od razu. Wiele zmian...
- A to jest gabinet taty, a nie mamy.
- To czemu ona tu zasiada?
- Nie ona, tylko moja mama... To po pierwsze, a po drugie, to tata nie może, bo jest zajęty, więc "ona" tu zasiada. - zrobiłam cudzysłów w powietrzu, kiedy mówiłam słowo "ona". - Teraz rozumiesz?
- Ale dlaczego twój tata nie może? Przecież to jego firma.
- Nina, jeśli zadasz mi jeszcze jedno pytanie, to wiedz, że wieczorem przyjdę do twojego domu i cię uduszę w środku nocy.
- Dobra, dobra, nie zadaję więcej pytań. Tylko weź mi odpowiedz na to ostatnie.
- Jakie? Odpowiem i koniec z pytaniami.
- Dlaczego twój tata nie może pracować w firmie?
- Bo... Ma coś innego ważnego do robienia, w garażu, więc tam robi całą dobę. A potem mama się dziwi, czemu tata ma czasami ataki paniki, strachu i potrzebę chronienia.
- Kogo chce chronić?
- Coś mówiłam, prawda? Ale ok, ostatnie. - pokiwała głową na znak, że się zgadza. - Chce najbardziej chronić mamę, o to mnie nie pytaj, bo nie wiem czemu akurat tak, a mnie na drugim miejscu. No to jest tak. Teraz opowiem ci, dlaczego siedzi w garażu przy czymś nawet w nocy. Jakieś dwadzieścia lat temu, został porwany i umieszczony w "więzieniu" w Afganistanie, aby zrobił rakietę z rzeczy "Stark Industries", od tamtej pory jest serce nie działa najlepiej. O tym później.
- No dalej mów. Chcę znać dalszą część historii.
- Ok. - pokiwałam głową. - Po zniszczeniu Nowego Jorku, co było niedawno, ma wrażenie, że zaraz stanie się coś złego, dlatego nie może spać. - podkreśliłam słowo "może". - Nie, że nie chce, ale nie może. A dzieje się to, ponieważ, przypomina mu się taka sytuacja z tego ratowania Nowego Jorku, kiedy spadał, prawie się zabił. A mama i ja wtedy wracałyśmy z Waszyngtonu. Podobno dzwonił do niej, ale nie odebrała. Oglądała wiadomości w telewizji.
- Spoko. Potem mi opowiesz wszystko w szczegółach, bo teraz nie mamy za dużo czasu.
- Tessa, jedziemy do domu! - zawołał mnie tata
- No, nie mamy... - przyznałam jej rację. - Tato, poczekaj, tylko się pożegnam z przyjaciółką. Do jutra, tak? - przytuliłyśmy się. - Idę.
- Wzięłaś torebkę? - zapytał mnie, kiedy wychodziliśmy.
- Nie. - moje oczy wyglądały jak pięciozłotówki.
- No to leć. - pokazał mi windę.
- Ale chyba nie aż tak dosłownie.
- No nie, ale się pospiesz, bo czasu nie ma. - popędzał mnie.
- Przecież idę. - znalazłam się w gabinecie u mamy, czyli głównym pomieszczeniu w całym budynku.
- O, wróciłaś? - zdezorientowana mama mnie zaskoczyła tym pytaniem
- Nie, ja tylko... Po torebkę... - jąkałam się, ale jakoś powiedziałam.
- Aha, dobrze. To idź, bo się spóźnisz. - uśmiechnęła się
- Ok, no to... - mówiłam niezręcznie - Na razie! - krzyknęłam, po czym wybiegłam. Biegłam tak do samochodu.
- Jesteś nareszcie.
- Jak to nareszcie? Nie było mnie kilkanaście sekund. - uśmiechnęłam się jak gdyby nigdy nic.
- Możemy jechać? - odwrócił się w moją stronę, a ponieważ siedziałam z tyłu, musiał to zrobić do tyłu. - Spóźnisz się na występ. Pamiętasz?
- Tak, pamiętam. Ale tato, to jest zakończenie roku. - oznajmiłam. A po moim tonie głosu można było poznać, że mi się tam nie chce iść.
- Musisz. To jest bardzo ważna data, dla ciebie, jak i dla mnie.
- No ok... - odpowiedziałam naburmuszona.
- Ktoś tu się obraził... - przedrzeźniał mnie tata, co jakiś czas spoglądając na mnie z przedniego lusterka. Słyszałam to, mimo tego, że miałam słuchawki na uszach, ale za to nie włączyłam muzyki. Kilkanaście minut później dojechaliśmy do domu. Zaparkował samochód w garażu, po czym wyszłam z podziwem.
- To wszystko to twoja robota?! - głośno zapytałam z pełnym podziwem w głosie.
- Tak. - odpowiedział z dumnym uśmiechem.
- Czyli to dlatego w nocy tutaj też jesteś... - przyznałam mu rację.
- No tak. Gdyby mnie tu wtedy nie było, to nie byłoby tego.
- Wow... To jest... - zatkało mnie, gdy okręciłam się dookoła własnej osi. - Te samochody też są twoje?!
- Wszystko co się tu znajduje jest moje! - zachwyt w jego głosie można było poznać z odległości kilku kilometrów.
- Dobra, to ja ci już nie zawracam głowy. Idę się przebrać.
- Nie czekaj na mnie, wiesz jak dotrzeć tam?
- Nie wiem... Ale chyba pójdę na pieszo, albo Nina z rodzicami po mnie podjedzie.
- Dobra, zaczekam na ciebie. Spiesz się...
- Idę przecież. - wyszłam z garażu i zaczęłam się śmiać. Sama nie wiem z czego, ale jakiś powód chyba był. Doszłam do swojego pokoju, włączyłam muzykę, zamknęłam drzwi na klucz, po czym otworzyłam szafę. Nie miałam się w co ubrać na koniec roku szkolnego, a musiałam wyglądać wyjątkowo. Musiałam... Do tej piosenki akurat nie można było nie tańczyć, więc trochę poruszałam biodrami, nogami i ręką, bo w drugiej trzymałam telefon. Kilkanaście minut wybierałam odpowiednią bluzkę i spodnie. Po długim i dogłębnym zastanowieniu się, ostatecznie doszłam do wniosku, iż powinnam wybrać kremową, krótką sukienkę. Potem ułożyłam odpowiednio włosy i zrobiłam perfekcyjny makijaż. Na ostatku zostawiłam sobie wybieranie odpowiednich butów. Zdecydowałam się na 17-centymetrowe, czarne szpilki. Spojrzałam na siebie w lustrze po raz ostatni.
- Wyglądam jak milion dolarów... - powiedziałam do siebie po cichu. Zdjęłam szpilki i założyłam baleriny, aby wygodnie zejść na dół. Wzięłam białą kopertówkę, a do niej włożyłam telefon. Doczepiłam do torebki łańcuszek i wyszłam z pokoju. Chwilę później byłam na schodach, jak się schodzi do garażu. Zmieniłam buty na szpilki. Baleriny schowałam do szafki. Było zupełnie cicho, kiedy przechodziłam przez próg drzwi garażowych. Odgarnęłam włosy, robiąc wrażenie na tacie.
- Wyglądasz jak miliard dolców. - stwierdził z szokiem, a jego oczy wyglądały jak pięciozłotówki.
- Oj weź... Bo się zarumienię... - zakryłam twarz rękoma i na oślep w jakiś sposób trafiłam do auta.
- Nie ten samochód. - zapukał w szybę. Opuściłam ją i zrobiłam oczy smutnego i proszącego psa.
- Ale dlacego? - specjalnie tak powiedziała.
- Tu jest rejestracja "Stark 4", a poza tym silnik nie działa. Muszę go w końcu zrobić...
- A tam jest "Stark 3", więc co to za różnica? - wysiadłam z auta i skrzyżowałam ręce.
- Jaka różnica? Tamtym dojedziemy szybciej, a u niego, jak mówiłem, silnik się popsuł.
- Nie no, ok. Ale mamy niewiele czasu. Popatrz na zegarek. - pokazałam palcem zegar wiszący nad jedną z gablotek z narzędziami.
- Wsiadaj, bo się spóźnisz. - wsiadłam i uderzyłam się w palec. Jak to dobrze, że nie zepsułam sobie paznokcia, pomyślałam i się chwilę zamyśliłam. Tak nad czymś myślałam, że zanim się obejrzałam, byliśmy pod salą. - No to powodzenia.
- Nie dziękuję. - pomachałam tacie, który właśnie odjeżdżał z parkingu.
- Hej Tessa. - przywitała mnie serdecznie Nina zanim do końca popatrzyłam na salę pełną różnych osób, których niekoniecznie znałam.
- Zaczekaj chwilę. - oderwałyśmy się od siebie, przerywając uścisk.
- Czemu? Na co mam czekać?
- Albo mi się wydaje, albo widziałam tu mamę. - odpowiedziałam poważnie.
- Nie wydaje ci się. Ona tu jest i właśnie na ciebie czeka. - była tego pewna, bo dało się to usłyszeć.
- A wiesz gdzie ona teraz może być?
- Sprawdź przy scenie. - pokazała ręką.
- Dobra, ja zaraz wrócę... - odeszłam od Niny i skierowałam się do sceny. Widziałam mamę z trzema nauczycielami, wykładowcami na moim i Niny uniwersytecie.
- O, Tessa. - zwróciła się do mnie. - Pewnie już znacie moją córkę, Tessę.
- Tak. Tessa to niezwykła uczennica. - odrzekł jeden z panów.
- Jak na ten wiek jest niewiarygodnie utalentowana i mądra. - dokończył drugi. Trzeci z nich się nie odezwał.
- Ma 18 lat, a już kończy uniwersytet... - mama puściła jedną, ale dumną łezkę z oka. Była ze mnie dumna, wiedziałam to.
- Oj mamo, bo ja też zacznę płakać. - przytuliłam ją.
- Proszę spojrzeć na zegarek, toż to trzeba zaczynać ceremonię rozdania świadectw. - powiedział poważnie dyrektor, który stał niedaleko mojej osoby.
- Dobrze, to ja idę do Niny, bo zaczynają za chwilę. - słowa skierowałam do niej, po czym znalazłam się obok przyjaciółki.
- A tak przy okazji, to ślicznie wyglądasz. - oznajmiła ironicznie.
- Dziękuję i... Czemu z ironią? - spojrzałam na nią z miną "dlaczego ja?".
- Tak mi się jakoś powiedziało... - stwierdziła.
- Zaczynają, chodź, bo zajmą same najlepsze miejsca. - ceremonia była w połowie, a ja nadal patrzyłam po twarzach ludzi, czy czasem nie ma tu taty. Nie było... A przynajmniej ja go nie widziałam... Głos dyrektora, a zarazem prowadzącego uroczystość, wyrwał mnie z myśli.
- Tessa Alexandra Stark. Zdobyła świadectwo z nagrodą oraz z wyróżnieniem stopnia naukowego w dziedzinie fizyki zaawansowanej i matematyki zaawansowanej. - wręczył mi kartę, dyplom oraz tablet. Tylko się nie rozpłacz, wmawiałam sobie. Podziękowałam po cichu dyrektorowi za tytuł i zeszłam ze sceny.
- Gratuluję. - powiedziała radośnie Nina i przytuliła mnie.
- Nie masz czego mi gratulować... - odrzekłam, po czym z moich oczu zaczęły spływać pojedyncze łezki, rozmazując przy tym pole widzenia.
- Jak to czego nie mam ci gratulować? - słyszałam, że była zdziwiona tym co powiedziałam.
- Taty tu nie ma... - miałam ochotę się rozpłakać, więc zabrałam torebkę, świadectwo oraz nagrody, po czym szłam po czerwonym dywanie, który akurat był na samym środku, pomiędzy rzędami, kierując się ku wyjściu z sali. Kiedy wyszłam, zostawiłam rzeczy pod ścianą, oparłam się tyłem o nią i rozpłakałam do reszty. - Tato, dlaczego cię tu nie ma? - spytałam samą siebie. Usiadłam obok tablicy. Kilka minut później usłyszałam czyjś głos nad sobą. Niechętnie podniosłam głowę do góry. O co zobaczyłam, to był szok.
- Hej. Nie płacz... - pomógł mi wstać. - Czemu płaczesz? - przytulił mnie.
- Mojego taty tu nie ma... - jego ramiona mocniej mnie objęły.
- Z tego co widzę, zdobyłaś najwyższy tytuł jaki można zdobyć. Więc w czym problem?
- Bo tata mi obiecał, że będzie na rozdaniu... A go nie ma, nie przyjechał. Zignorował to... - popatrzyłam na jego twarz.
- Jak masz na imię? - popatrzył na mnie.
- Tessa Alexandra Stark. A ty jesteś Harry Styles. - niepewnie się uśmiechnęłam po wypowiedzeniu jego nazwiska.
- To ty jesteś córką słynnego Tony'ego Stark'a? - zapytał dla pewności.
- Tak... Ale nie ma tu powodów do dumy.
- Czemu?
- Jest sławny na całym świecie. To dlatego wiele osób chce być moimi przyjaciółmi.
- Ze względu na tatę?
- Właśnie tak. - przyznałam mu rację. - Wiesz co? Nie sądziłam, że z tobą, słynnym Harry'm Styles'em, można normalnie i poważnie porozmawiać.
- Dziękuję?
- Haha... Nie dziękuj, taka jest prawda. A ja muszę ci podziękować.
- Za co?
- Za to, że mnie wysłuchałeś. - poczułam, że na moim policzku jest łza.
- Nie płacz... Znowu...
- Nie zamierzam. - uśmiechnęłam się szczerze, tak, uśmiech był szczery. Jego palec sprawnie musnął mój policzek, odgarniając łzę. - Dziękuję... - wyszeptałam, tuląc się do niego.
- Hej, samochód twojego taty ma rejestrację "Stark 3"? - oderwaliśmy się od siebie, a ja od razu zmrużyłam oczy, po czym założyłam okulary przeciwsłoneczne, aby nie widział, że płakałam i popatrzyłam w tamtym kierunku. Odruchowo wzięłam rzeczy do ręki.
- Tak... To on... Harry, poznaj moją mamę. - powiedziałam, kiedy zauważyłam kobietę, wychodzącą z sali.
- Dzień dobry. Pani musi być słynną Pepper. - ukłonił się i pocałował w dłoń, jak prawdziwy dżentelmen.
- Dzień dobry. Tak, to ja. - odpowiedziała promiennie.
- Dam ci swój numer. - szepnął mi do ucha, na co ja przygryzłam dolną wargę, bliżej prawego kącika ust. Wyjęłam z torebki karteczkę i ołówek i podałam mu. Zapisał numer oraz e-mail, no i oczywiście imię. - Jakbyś miała jakiś problem, to zadzwoń. Na razie, ja muszę iść. - pomachał mi. Ja zostałam z mamą...

------------------------------------
------------------------------------
Taki trochę... Inny...
Jeśli tu jesteś, zostaw komentarz, to nic nie kosztuje ☺ ☺ // Kathy ♥♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz